wtorek, 23 kwietnia 2019

Test i recenzja - Kredki Caran d'Ache Luminance

Witam wszystkich bardzo serdecznie! Dziś mam dla was coś bardzo wyjątkowego! Dzięki uprzejmości Sklepplastyczny.pl - > LINK < -  mogłam przez 2 tygodnie przetestować zestaw 40 kredek Caran d'Ache Luminance.

Firma Caran d'Ache specjalizuje się głownie w produkcji przyborów papierniczych takich jak pióra i długopisy bardzo wysokiej jakości jednak w swojej ofercie mają również ołówki oraz kilka rodzai kredek z których Luminance mają już światową sławę i używają ich profesjonaliści.

Cena i dostępność:

Mamy możliwość kupienia tych kredek w zestawach 12, 20, 40, 76, 80 sztuk z czego (ważna informacja) w zestawie 76 kolorów otrzymujemy dodatkowo dwa blendery a w zestawie 80 sztuk otrzymujemy 4 powtarzające się kolory.
Ostatnio pojawiła się możliwość kupowania Luminance na sztuki! Czekałam na to wiele lat! Cena jednej kredki to ok 10-12 zł. To sporo jednak pamiętam jak dopiero wchodziły do sklepów i jedna kosztowała 14-15 zł :)

Przejdźmy może do zestawu który testowałam.
Pudełeczko jest niewielkie, wykonane z grubego bardzo sztywnego papieru które z pewnością wiele wytrzyma i będzie dobrze chronić zawartość. Same kredki są umieszczone w pojedynczych przegródkach z gąbki. Siedzą w nich ciasno i nie ma szans by cokolwiek im się stało.



Kolory są dobrane fantastycznie jak na tak mały zestaw. Bałam się że nie będę w stanie narysować niczego realistycznego przez brak jakiejś kredki. Znajdziemy tu zarówno żywe kolory podstawowe jak i ładną gamę kolorów neutralnych i stworzonych do portretów. Jest też kilka unikatów które kupiłam sobie jako pojedyncze sztuki (821 - kremowy, ładnie kryje i sprawdził się idealnie do rysowania pojedynczych włosków, 129 - przepiękny przygaszony fiolet, 002 - delikatny szaro niebieski, idealny do blendowania i delikatnych cieni, 862 - fioletowo-różowo-brązowo-szary... cudo! wycieniowałam nim prawie całą twarz Jokera)



Pierwsze wrażenie gdy zaczęłam robić próbnik - jak najbardziej pozytywne. Słyszałam bardzo wiele opinii, że są niesamowicie miękkie i bałam się że będą tak miękkie jak Derwent Drawing. Na szczęście nie są w ogóle do nich podobne. Powiedziałabym że znajdują się pomiędzy Polychromosami, a Derwent Coloursoft. Ich twardość pozwala na precyzję i dopracowane szczegóły na gładkim papierze przy czym dają bardzo dużo pigmentu na kartce.

Nie lubię bawić się w mieszanie kolorów na kartce i cieniowania kul by sprawdzić jak zachowują się kredki. Dlatego od razu zabrałam się za coś ambitniejszego - portret Jokera. Na pierwszy ogień wybrałam papier Daler-Rowney Smooth Heavyweight 220 gsm, dlatego że wiem jak dobrze sprawdzał mi się z każdymi innymi kredkami i ołówkami jakie miałam. To była najbezpieczniejsza opcja.

ZALETY

Przejdźmy do zalet tych kredek, bo nie bez powodu uznawane są za jedne z najlepszych ;)

1. Pigmentacja i blendowanie terpentyną 

Gdy zaczęłam malować garnitur szybko zorientowałam się że mocne przyciskanie kredki by pokryć dokładnie wszystkie pory będzie wyjątkowo uciążliwe i pracochłonne. A że człowiek jest z natury istotą leniwą to sięgnęłam po terpentynę / white spirit. Jakież było moje zdziwienie gdy taka dość zwyczajna warstwa kredki jaką daję zazwyczaj, zmieniła się niemal w mega napigmentowaną farbę... nie mogłam wyjść z podziwu... zresztą sami spójrzcie na zdjęcie po lewo. Kolor stał się bardzo gładki, równomiernie rozprowadzony, nie widać żądnych pociągnięć kredki! Czerwienie, brązy i zielenie to po prostu bajka dla terpentyny. Z niebieskościami jest minimalnie gorzej ale i tak robi wrażenie. Nie próbowałam jak sprawa wygląda z żółciami ale podejrzewam że trzymają poziom jak reszta kredek. 

2. Światłoodporność

Producent chwali się " Caran d'Ache is the only brand to offer a set of 76 colours with 61 colours classified in the best category (Lightfastness I, LFI) under standard ASTM D-6901.". Co w skrócie oznacza że są jedyna marką oferującą zestaw 76 kolorów z czego 61 z nich jest zakwalifikowana do najlepszej światłoodporności LFI (czyli wytrzymają ponad 100 lat w normalnych warunkach czyli z daleka od światła słonecznego i za szybą chroniącą przed uv). To jest bardzo istotna informacja dla artystów rysujących i sprzedających swoje oryginalne prace które zawisną później na ścianach. Nie chcemy by nasze prace wypłowiały i straciły kolory w przeciągu kilku lat. Jeżeli zaś rysujemy "do szuflady" lub sprzedajemy wydruki (printy, naklejki, inne przedmioty z naszym wzorem) a oryginały są schowane to nie będzie nam aż tak potrzebne.


3. Praca na warstwach

Tą ich zaletę odkryłam przez przypadek. Normalnie nie pracuje na aż tylu warstwach. Zaczęłam malować koszule mieszając dwa kolory turkus + zielony i zblendowałam wszystko terpentyną. Nie specjalnie mi się spodobały plamy i nierówne rozmieszczenie koloru wiec powtórzyłam cały proces i spróbowałam tym razem zblendować jasno błękitną kredką. Tym razem nie przewidziałam że te kredki są tak bardzo kryjące i zamiast ładnego turkusu zrobiła się miętowa koszula. Nałożyłam więc kolejne warstwy zieleni i turkusu i tym razem użyłam blendera w kredce z Derwent (sprawdził się fantastycznie). Uzyskałam w ten sposób piękny jednolity kolor który chciałam. Potem zostało dopracowanie cieni i światła. Policzmy ile to było warstw...
1. turkus
2. zieleń
zblendowane terpentyna
3. turkus
4. zieleń
5. zblendowane mocno przyciśniętym błękitem
6. turkus
7. zieleń
8. zblendowane blenderem z Derwent
9. cienie i rozjaśnienia
9 warstw które nakładały się na siebie bez żadnych problemów, tak jakby pod spodem była czysta kartka.... Czy jakiekolwiek inne kredki tak potrafią? Kocham moje Polychromosy ale nawet one mają jakiś limit warstw a te zdają się go nie posiadać. Jak to jest w ogóle możliwe?!  Na zdjęciu obok możecie zobaczyć moment gdy zaczynam blendować błękitną kredka.

4. Dobrze współpracują z innymi firmami

Akurat mam tylko Polychromosy i dwie kredki z Prismacolor ale z nimi pracują fantastycznie. Nie mają również problemu z blenderem Derwent (co udowodniły przy koszuli). Dla mnie współpraca z moim podstawowym zestawem Faber Castell jest bardzo ważna, bo to moje główne narzędzie pracy. Niepotrzebne byłyby mi kredki które mają wyjątkowe kolory ale nie potrafią się mieszać z innymi kredkami. To byłoby duże ograniczenie.

5. Pigmenty

Producent jest tak dokładny że nawet podał jakie pigmenty możemy znaleźć w każdej kredce.  Nie spotkałam się z tym w innych profesjonalnych kredkach (przynajmniej nie wpadło mi to w ręce). Nie mam aż takiego doświadczenia ale wydaję mi się że to nie ma takiego znaczenia jak w przypadku akwareli ;)


WADY

Niestety nawet te kredki je mają... niestety....

1. Jakość niektórych kolorów

Niektóre kolory są lepsze, a niektóre niestety... gorsze. Za tą cenę każdy kolor powinien być dokładnie takiej samej jakości. Niestety w tym zestawie znalazła się jedna kredka która jest do niczego, nie wiem jak to jest w pełnej gamie 76 kolorów.... Kolor 046 Cassel Earth bardzo mnie zawiódł. Miałam nadzieję że będzie to ciemny nasycony brąz którego będę używać do futra lub włosów. Niestety to jedno wielkie rozczarowanie. Jest niesamowicie suchy, ma bardzo mało pigmentu i zostawia go w grudkach. Myślę że nawet to widać na próbniku kolorów z początku postu. Rysując futro jeleni miałam ogromny problem z ciemnym brązem, 046 Cassel Earth nie krył prawie w ogolę bazy ze średniego brązu przez co musiałam kombinować z czernią. Na fotce obok widać jak okropnie się sypał i kruszył (Użyłam papieru Gamma Accademia 120). Za tą cenę wszystkie kolory powinny być tej samej jakości. Mam nadzieję że to jedynie problem z tym konkretnym egzemplarzem, może jakaś wada produkcyjna?
W niektórych kolorach czasem pojawiały się ziarna piasku, trzeba na to uważać bo mogą zniszczyć naszą pracę albo co gorsza dziurę w papierze... 

2. CENA!!!

Ludzie... 1000 zł za 76 kredek? Ja rozumiem że to super jakość, światłoodporność na wysokim poziomie ale bez przesady... za tą cenę to powinny same rysować hehe. Polychromosy są równie dobre, a połowę tańsze i dało się osiągnąć wysoką jakość za mniej pieniędzy. Oczywiście że można je kupić i nie będzie się zawiedzionym ale pytanie czy warto wydawać aż tyle pieniędzy? Ja osobiście jestem już pewna że nie kupie całego zestawu bo po prostu nie potrzebuje (no chyba że stanieje o 50% ;) ). Zamówiłam jedynie kilka unikalnych kolorów które przydadzą mi się przy zwierzakach czy portretach ale nie potrzebuje kolejnych niebieskich, żółtych czy czerwonych kredek bo tych nie używam za często a mam ich pod dostatkiem w moim podstawowym zestawie Polychromosów.

3. Szczegóły

Przez to że są bardziej miękkie nie byłam w stanie zrobić takich szczegółów na przykład w oczach czy futrze jak zawsze na papierze Gamma Accademia 120. Użyłam go specjalnie wiedząc o tym że trudniej się na nim pracuje niż na zaufanym Daler-Rowney Smooth Heavyweight. Gamma jest bardziej fakturowana, ma głębsze pory przez co szpic w "Lumisiach" kurczył się w zastraszającym tempie. Nie dało się zrobić pojedynczych strąków futra na dole szyi jelenia tak dokładnie jakbym chciała, musiałam wspomagać się mocno zatemperowanym Polychromosem.  Wstawię fotkę z efektem jaki dał mocno zatemperowany Lumiś. Szału nie ma moim zdaniem... Ale z drugiej strony można się było tego spodziewać skoro te kredki są bardziej miękkie od Polychromosów.


Inne cechy

Te rzeczy można uznać za wadę / zaletę w zależności od tego czego się oczekuje

*. Krycie

Trzeba przyznać że maja na prawdę duże krycie (szczególnie jeśli chodzi o kolory jasne). Nie miałam o tym pojęcia gdy zaczęłam blendować koszule Jokera. Spodziewałam się lekkiego rozjaśnienia a nie prawie całkowitego przykrycia koloru. Ale za to ta cecha fantastycznie sprawdza się przy futrze i włosach. Możemy dać pojedyncze odstające gdzieniegdzie włoski dające dużo więcej realizmu do rysunku. Widziałam kilka kolorowych rysunków i portretów wykonanych tymi kredkami na czarnym papierze i wyglądały niesamowicie. Niestety nie zdążyłam przetestować zestawu pod tym kątem.

* Zużucie

Jest na na prawdę zadowalającym poziomie jak na rozmiary rysunków (A3) i miękkość kredek. Jednym z głównych powodów dla których nie chciałam ich wcześniej kupować był fakt że nie można było dostać ich na sztuki i w razie zużycia jakiegoś koloru byłby problem z uzupełnieniem zestawu. Na szczęście nie musimy się już o to martwić :)


Podsumowanie








A tak wyglądają rysunki wykonane jedynie (z wyjątkiem małych szczegółów w jeleniach) przy pomocy  Caran d'Ache Luminance. Jestem zadowolona z efektu końcowego. Przy portrecie Jokera pracowało mi się bardzo przyjemnie i nie widziałam żadnych problemów, wyzwaniem za to były jelenie. Przez inny papier byłam gotowa się poddać ale pomyślałam "nie! Przecież masz niepowtarzalną okazję przetestować kredki o których zawsze marzyłaś! Nie poddawaj się tak łatwo!". Z każdą kolejną chwilą było mi coraz łatwiej na tym papierze i wiedziałam już co robić by uzyskać efekt jakiego oczekuję. Trzeba się ich nauczyć jak każdych innych kredek czy farb. Są wyjątkowe i nie można temu zaprzeczyć, ktoś kto je kupi na pewno nie będzie zawiedziony. Ja osobiście już wiem że nie kupie całego zestawu, nie potrzebuje po prostu. Parę dni temu przyszła do mnie paczka z kilkoma sztukami które z pewnością włączę do tworzenia kolejnych prac.

3 komentarze:

  1. Cena 1000 zł to już kosmos, serio. Też bym nie dała tyle za kredki. Ja za moje Derwenta dałam 300 zł, za 72 kolory. Recenzja bardzo dobra 😃

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo intensywne, jak farby, ale za tę cenę kupię sobie keyboard dobrej firmy i pieniądze zostaną !;)

    OdpowiedzUsuń